Pokój ludziom dobrej woli!^_^v
Już w domach ciepło i świątecznie,
a choinka wiruje światłami,
stosy prezentów piętrzą się wokół,
świat wypełniony jest życzeniami.
W te piękne Święta niech każdy pamięta
z głębi serca płynące życzenia:
zdrówka, marzeń spełnienia, iskierek radości
i dużo miłości,
życzy
Alira14;)
P.S. Ten słodki świąteczny wierszyk nie jest mojego autorstwa, został mi przysłany przez jedną z korespondencyjnych znajomych :) (nie wiem czy by chciała by bym podawała jej imię i nazwisko)
Tak, lubię takie wierszyki, ale pod jednym warunkiem - muszą być okolicznościowe, np. tak jak tutaj odnośnie świąt;)
alira14 2011-12-24 21:36:54
skomentuj (0)
Wieści z Porządkowa Świątecznego
Rozmowa z ojcem po tym jak musiał mi oddać 10 złotych za góralski chleb.
Ojciec: *z przekąsem* A ty co, kupowałaś ten chleb za karę czy jak?
Alira: Tak, miałam do wyboru to albo lizanie łazienki^^v.
O:...Lizanie CZEGO?
Alira: Łazienki, wiesz matka mi dała do wyboru co chcę robić za karę.^^
O: *uśmiech* Ale ciebie przecież i tak czeka tam sprzątanie...
A: No tak, ale skoro kupiłam chleb to dostanę szczoteczkę.^_^v
O:....SZCZOTECZKĘ?!
A: *radosny głosik* Szczoteczkę, taką od zębów żebym miała czym tę łazienkę szorować^^v
O: *widoczny na twarzy restart systemu*
A: ....Ty wiesz, że ja się z ciebie zlewam, prawda?
O: *system wrócił do normy*
Żeby nie było, że znęcam się psychicznie nad własnym rodzicem - poczucie humoru i prowadzenie dziwnych słownie zagrywek z ludźmi odziedziczyłam po nim. Pół roku temu zepsuł mi mózg wysłanym sms-em "To zielone jest polem startowym dla tego białego w ciapki". Wieczorem się dowiedziałam, że to po prostu Gaja skakała po odkurzaczu^^'''''
alira14 2011-12-23 19:46:03
skomentuj (0)
A na co mi tytuł?
***
bicia serca czas odmierzają
minuty kłamią
szeptów nie słyszą
zaciśniętych w dłoni
oddechów uciekających powoli
czemu nie płaczę?
tak słono się czuję
gorzko na wargach
rozsypana w dotyku
walczyć nie będę
po prostu wstanę
z odciętymi szansami
wyjdę z pokoju
Napisane z jakieś 2-3 miesiące temu, ale idealnie pasuje do mojego nastroju. Pewien człowiek stracił mój szacunek. Okazuję go tylko tym, którzy okazują go mnie. Nie zamierzam niepotrzebnie rozmieniać się na drobne. Już mi lepiej, tylko tak...słono się czuję. Myślę o wierszu Andrzeja Bursy "Nauka chodzenia" i dochodzę do wniosku, że znowu wstanę. Będzie to trudne, ale nie po to mam dwie nogi by się czołgać. Wstanę i już nigdy nie pozwolę dać sobie w "mordę".
alira14 2011-12-10 19:18:32
skomentuj (0)
Mózg...Oddajcie mi mózg...
...albo chociaż dajcie godzinkę snu więcej, bo w końcu reszta organizmu przestanie współpracować. Tak moi drodzy, Alira jest zmęczona, bardzo zmęczona. Niby tylko 3 dni spędza się na wydziale, ale ktoś tę magisterkę pisać zacząć musi. Jeszcze mnie nie pogięło by pisanie tego "dzieła" i to jeszcze pa-russki, zostawiać sobie na ostatnią chwilę. Nie jestem masochistką. Pierwszy rozdział to zostało mi tylko wprowadzenie poprawek (przecież nie będę przy grupie czytać czegoś ze zdaniami typu "Kali jeść, Kali pić, Kali mieć guwerner") i jestem w połowie pisania jakiegoś rozdziału (znalazłam wspomnienia z dzieciństwa Puszkina i zamierzam je wykorzystać, damn it!).
Planowałam na listopad napisać coś ciekawego, podpowiem tylko, że związanego z moim dzieciństwem, ale sił i czasu brak. Tak jak z recenzją ten pomysł nie mogę sobie ot tak wklepać do bloga, najpierw muszę na brudno, poprawki, przemyśleć i kolejne poprawki. Takie rzeczy trochę energii zabierają. Może w grudniu mi się uda, mam już z głowy jeden referat co wisiał nade mną niczym miecz Damoklesa.
Nawet moje opowiadanie, pisane dla relaksu, "Dajmitoproszę", prawdopodobnie ucierpi na tych moich terminach, poszukiwaniu artykułów itd. "Prawdopodobnie", heh. Już cierpi. Nie trzeba być geniuszem by zobaczyć sobie, że każdy kolejny rozdział jest wrzucany na Tanuki Czytelnia coraz później i później. To się raczej nie poprawi. Po pierwsze muszę mieć wenę, po drugie wena i ja musimy się spotkać akurat w tym momencie, kiedy nie jestem zaprzątnięta pracą nad czymś innym. Nieważne ile ludzi będzie mi pisać "wolałbym by nowe rozdziały pojawiały się raz w miesiącu" to się nie zmieni. Chyba, że ktoś mnie sklonuje, to wrobię podróbkę w chodzenie na zajęcia, a sama zajmę się tą przyjemniejszą rzeczą w byciu mną. I tak jestem z siebie dumna, rano napisałam pierwszy akapit do 8 rozdziału. Mam już pomysł na nowe opowiadanie więc nie mogę doczekać się kiedy skończę "Dajmitoproszę". Nie umiem pisać dwóch historii jednocześnie, zwłaszcza kiedy jedna jest zależna od zakończenia drugiej.
Z jednej strony mnie to irytuje, a z drugiej cieszy, że moje opowiadania robią się coraz dłuższe. Powolutku, po cichutku uczę się pisać długie formy, może kiedyś uda mi się napisać powieść, kto wie.
Recenzję na Tanuka też bym chciała napisać, mam plany odnośnie jednej mangi, ale chcę ją najpierw skończyć czytać. Ma ona 20 tomów, a udało mi się zdobyć...16? Na te pozostałe 4 jeszcze sobie poczekam. Zanim wydam werdykt chcę poznać zakończenie, bo praktycznie co rozdział zmienia się moje zdanie o pewnych aspektach tego komiksu.
Obawiam się, że jeśli teraz nie skończę, to napiszę 10- stronnicową rozprawkę na temat tego co w najbliższym czasie planuję pisać/ napisałam, a nie wiem czy to czasem nie jest wbrew konwencji genewskiej takie męczenie czytelników.
Miłego polowania na prezenty dla bliskich życzę! Ja już większość pokemonów zebrałam, muszę tylko pójść na festyn wrocławski, upolować miód pitny dla męskiej części rodziny i cieszyć się ze świętego spokoju^_^v.
alira14 2011-11-30 23:11:16
skomentuj (0)
Filmowych słów kilka - Jennifer's body aka Zabójcze ciało
Pomyślałam, że raz na jakiś czas mogłabym tutaj wstawiać moje recenzje/przemyślenia odnośnie obejrzanych filmów, które z jakiś powodów nie chcę dawać na tanuki.pl. Głównie dlatego, że to raczej nie będą kinowe nowości (czyli raczej nic na czytelnię) i nic co powstało na podstawie anime/mangi. Poza tym blog dostarcza mi więcej wolności w wyborze tego jak chcę pisać, mogę się rozfeliotonowywać i odchodzić od głównego tematu do woli. No i nie zapominajmy, że dla mnie te notki to taki myślowy brudnopis, nigdy nie sprawdzam tego co piszę.
Jennifer's body albo magia sławnego nazwiska scenarzystki
Będę szczera – jedyny powód dla którego obejrzałam ten film, to fakt, że autorką scenariusza jest Diablo Cody, kobieta, która w 2008 zdobyła duży rozgłos dzięki „Juno” - historii o ciężarnej nastolatce. Wszędzie rozpływano się w zachwytach nad zdolnościami pisarskimi pani Cody, nad wspaniale poprowadzoną fabułą itd., itd. Kiedy się dowiedziałam, że napisała scenariusz do horroru, jednego z moich ulubionych gatunków, postanowiłam z czystej ciekawości sprawdzić, czy będą w tym jakieś ślady jej geniuszu, czy też może będzie to wynik naiwnej wiary, że utwór z gatunku grozy może pisać każdy, nawet szympans. Podpowiedź – nie może.
Dawno temu za lasami, za górami mieszkała sobie Jennifer, licealna samica alfa, przy której karton jawił się jako istota obdarzona nietuzinkową osobowością i ambicjami, oraz jej najlepsza przyjaciółka Needy, dziewczyna będąca ucieleśnieniem brzydoty i braku atrakcyjności, co objawiało się takimi paskudnymi cechami jak noszeniem okularów i swetrów (zgroza!). Pewnego wieczoru poszły do baru na występ kapeli, gdzie widz szybko odkrywa, że Jennifer jednak w mózgu coś posiada – włączoną 24 godziny na dobę funkcję „seks”. Dochodzi jednak do pożaru i nasze bohaterki muszą się ewakuować, a członkowie wyżej wspomnianego zespołu mają ciekawy tok myślowy, normalny dla każdego racjonalnie myślącego człowieka - „coś płonie, ludzie krzyczą z bólu...O, zszokowana laska! Upijmy i wepchnijmy do vana!”, co zakończyło się zostawieniem Needy samej. Scena pożaru to pierwsza, która mnie zirytowała podczas oglądania tego filmu. Zachowanie postaci. Pal licho zespół i Jennifer, już pierwsze minuty filmu pokazują, że raczej żadne z nich nie dostałoby pokojowej nagrody Nobla. Co jednak robi Needy, dziewczyna, z którą teoretycznie widz powinien się utożsamiać? Czy dzwoni po pogotowie, karetkę, kogokolwiek? Nie, jak każda postać pozytywna próbuje wyrwać swoją kumpelę z vana, krzycząc, że mogłyby pójść coś zjeść bo jest głodna. Jak ostatni raz sprawdzałam to ludzkość tak nie działała.
Kiedy już oglądający w pełni skupi się na zagadce jak to
http://www.kawaler24.pl/wp-content/uploads/2011/04/AmandaSeyfried1.jpg
może być przez resztę postaci opisywane słowem „pasztet”, film rzuca w nas inną tajemnicą – co się stało z Jennifer? Czemu uwodzi mężczyzn, żywi się nimi i ma zdolność regeneracji, czyżby coś się z nią sta... Przepraszam, ale nie mogę skończyć tego zdania. Już pisząc je wręcz czuję jak moje IQ spada. Jennifer stała się sukkubem i to nawet nie jest spoiler. Każdy widz posiadający więcej niż pół szarej komórki mózgowej dojdzie do tego już po kilku minutach oglądania. Nawet jeśli nie znają postaci sukuba, to będą logicznie kombinować, że dziewczyna jest teraz czymś nadprzyrodzonym. Problem w tym, że kiedy inne horrory mają coś takiego jak nastrój i budowanie napięcia tutaj mamy oczywistość i rzucaniem w oglądającego stertą scen, mających demonstrować dziwną przemianę bohaterki. Zupełnie jakby twórcy bali się, że jeśli co chwila nie będą pokazywać jak Jennifer kogoś zjada, śmieje się z cudzej śmierci i z nudów przypala sobie język zapalniczką to widzowie zapomną, że jest z nią coś nie tak. O właśnie, scena z zapalniczką, pozwólcie, że poświęcę jej jeszcze kilka słów. To już druga rzecz w tym filmie, która mnie zirytowała. Jest tyle sposobów by pokazać, że twoja postać ma nadprzyrodzone moce, a oni zdecydowali się na ten najgłupszy.
Z jednej strony twórcy nie wierzą w inteligencję oglądających na tyle by spróbować czegoś takiego jak „sugestia” czy „nastrój”, a z drugiej są święcie przekonani, że jak tylko pojawi się w filmie słowo „sukub” to nic więcej tłumaczyć nie będzie trzeba oprócz stwierdzenia, że to demon. Problem w tym, że ta postać z bestiariusza jest obecnie mało znana i pewnie wielu widzów wyjdzie z mylnym założeniem, że to kolejna mięsożerna bestia. (Niech podniosą ręce do góry ci, którzy kiedykolwiek widzieli film gdzie występował sukub. Dziękuję). Sama demonica nocy nie została dobrze przedstawiona, zupełnie jakby twórcom nie chciało się o niej poczytać nawet na wikipedii. O co mi chodzi? Sukuby nie żywią się mięsem. To prawda, uwodzą mężczyzn, ale w zamian za seks żądają od takiego kochasia jego duszy lub wysysają z niego energię życiową. A co robi Jennifer? Daje swoim ofiarom kilka buziaczków po czym przegryza im gardła i zaczyna się nimi żywić. Prawdziwa demonica nocy by ją wyśmiała. Rozumiem, chcieli zrobić horror dla nastolatków, a jak wszyscy wiemy, ludzie w tym wieku są czyści i niewinni niczym lilie, więc seksu pokazywać im nie wolno. Lepiej pokazać flaki, mniej niszczą psychikę. A na poważnie – jeśli naprawdę im tak bardzo zależało na utrzymanie tego filmu w pewnych granicach, to nie prościej byłoby przerobić Jennifer na wampirzycę? Praktycznie zerowa zmiana dla fabuły, więcej sensu by miała i mogli by się podczepić pod sukces tego nieszczęsnego „Zmierzchu”.
Wypadałoby powiedzieć parę słów o bohaterach. W większości są zlepkami stereotypów, jeżeli coś robią to ku chwale tekstu scenariusza lub dziury fabularnej. Needy można teoretycznie, powtarzam, teoretycznie polubić. Przez większość czasu jednak zachowuje się tak nielogicznie i głupio, że chce się ją zdzielić żelazkiem. Jej chłopak już jest bardziej sympatyczny, ciapa straszna, ale przynajmniej ma jakieś ludzkie odruchy. Sama Jennifer to pięta achillesowa całej tej historii. Po przemianie nic się w niej nie zmienia oprócz przejścia na bardziej białkową dietę. Myśląc nad tym filmem w pewnym momencie doszłam do wniosku, że dużo by zyskał, gdyby to Needy, nie Jennifer, została poddana transformacji. Mielibyśmy historię o tym jak zakompleksiona, szara myszka (to jej słowa nie moje) w wyniku przerażającego zdarzenia przemienia się w uwodzicielską femme fatale, żywiącą się swoimi kochankami. A tak utknęliśmy z Jennifer, która jak pustą narcystyczną lalą była tak i pozostała. Praktycznie nie da się nic więcej powiedzieć o pozostałych postaciach, o ofiarach licealnej samicy alfa wiemy tylko jak się nazywają i jaką cechę charakterystyczną posiadają (jeden to sportowiec, inny to emo...). Jest to zbyt mało by ich sceny śmierci obudziły u widza jakąkolwiek reakcję. Jak się wczuć w cierpienie postaci, która budzi w nas te same emocje co skarpetka leżąca na podłodze?
Jest jedna tyci, tyci sprawa, o której powinnam wspomnieć – Megan Fox. Nie interesuję się gwiazdami ani żadnymi celebrytami, nie wiem jak bardzo znana jest ta pani, czy może już doczekała się własnego kościoła czczącego jej seksapil, czy nie, ale w tym filmie jest głównym źródłem fanserwisu. Brakowało mi wręcz dedykacji „dla wszystkich fanów M.F.”. Dla każdego coś miłego – mamy tu Megan Fox bez stanika, Megan Fox pływającą nago w jeziorze, Megan Fox rzucającą seksualne zaczepki, Megan Fox prężącą tyłek, Megan Fox biegającą w krótkiej koszulce i majtkach itd. itd. Podejrzewam, że gdzieś w ¾ części filmu, kiedy dochodzi do sceny lesbijskiej te ocalałe resztki widzów w sali kinowej, fanatycy pani Megan, musieli dostać orgazmu. Muszę jednak panów rozczarować – nagość tej aktorki jest bardziej sugerowana niż pokazywana. Cóż mogę rzec, zrobiono chyba wszystko by ograniczenia wiekowe nie przeszkodziły jak największej ilości osób obejrzeć „Jennifer's body”.
Skoro już opisałam ten film pod kątem historii grozy, przyjrzyjmy się jego drugiej łatce – komedii. Podejrzewam, że Diablo Cody tak jak w „Juno”, tutaj też próbowała dodać elementy satyry – wątek z tym jak gościnny zespół dzięki pożarowi zdobywa sławę na cały świat, męska fascynacja osobą Jennifer, która raczej nie wynika z podziwu dla jej inteligencji, itd. Kilka przykładów by się jeszcze znalazło. Byłam w pełni świadoma, kiedy według twórców widz powinien zacząć chichotać, ale nic mnie w tym filmie nie śmieszyło, nie przypominam sobie żadnego dowcipu, który by mi się spodobał. Większość żartów z „Jennifer's body” niestety bazuje na tym, ze bohaterowie zachowują się jak skończeni idioci.
Odnoszę wrażenie, że Diablo Cody nigdy nie oglądała żadnego horroru lub było to dawno temu i nieprawda. Nie ominęła żadnej okazji do użycia oklepanego chwytu czy przestarzałego zagrania. „Jennifer's body” jest jak pierwszy wiersz młodego nastolatka, który nigdy poezji nie czytał, ale wierzy, że jeśli użyje dużo „ścian wyjących moim cierpieniem”, „zdejmowania masek” i „samotności w tłumie” to będzie oryginalny. Tak samo jest i tutaj. Pani Cody już pokazała, że jakiś talent ma pisząc „Juno”, jeśli jednak chce próbować swoich sił w horrorze, powinna jeszcze trochę poćwiczyć. Zresztą nie mogę być na 100% pewna, że wszystkie wady tego filmu to wina scenariusza. Podejrzewam, że reżyser i producenci też maczali w tym swoje paluszki. Jakoś mam problem z wiarą w to, że kobieta, której pierwszy tekst to była satyra na dojrzewanie młodych w Ameryce, była STRIPTIZERKA przedstawiła tak mocno ocenzurowany świat.
Mój końcowy werdykt - pierwsza połowa filmu siedzi sobie między „przeciętne” a słabe”, zaś druga połowa już przechodzi do „słabe” i zbliża się do „bardzo słabe”. Jeśli jesteś fanem „Juno” i spodziewasz się czegoś z podobną satyrą – ocal się od wielkiego rozczarowania i nie sięgaj po ten film. Pozostali mogą to sobie obejrzeć jako ciekawostkę, by sprawdzić jak bardzo się ze mną zgadzają/ nie zgadzają. Podejrzewam, że fani Megan Fox będą zachwyceni.
.....................
...............................
.......................................
Właśnie odkryłam, że pani Cody jest odpowiedzialna za scenariusz do najnowszej wersji "Evil Dead". Błagam niebiosa, nie pozwólcie jej tego skopać!
alira14 2011-10-31 15:48:44
skomentuj (2)
Raz dwa trzy, grypę żołądkową masz ty!
...Tak, zgadliście, diabelstwo mnie dopadło. Wczoraj z tego powodu nie poszłam na seminarium magisterskie, bo mając do wyboru bycie grzeczną studentką, a wyleczenie diabelstwa wywołującego u mnie nie tylko uczucie a la wnętrzności przecięte żyletka, ale też wymioty, wybrałam to drugie. Już jest mi lepiej, pozostało tylko uczucie przecięcia wnętrzności żyletką i typowy dla grypy ból wszystkich mięśni. W sumie nie wiedziałam, że mam ich aż tyle. Człowiek uczy się przez całe życie. Jeszcze jeden dzień leczenia przy pomocy Pszczelej Nalewki, a zacznę krzyczeć.
Shun: Co to jest Pszczela Nalewka?
Ari: Nie wiem jak to się dokładnie nazywa, ale tak to nazywam. Wiesz, że pszczoły robią ściany ula ze swojej śliny i takich tam prawda?
Shun: Tak...*tępe spojrzenie, zero skojarzenia faktów*
Ari: A wiedziałeś, że z takiego ula, np. porzuconego, pszczelarz może wziąć te ścianki ula i wrzucić do wrzącej wody?
Shun: No tak, ale czemu mi to mówi...*dotarło do niego co Alira próbuje mu przekazać* FUJ! FUJ! FUUUJ!!! *wybiega z wielkim przerażeniem na twarzy*
Ari: Prych i to mówi facet, który pije mleko i je jajka...
Muu: Mogę go uświadomić skąd one się biorą? Mogę? Mogę? Mogę? Przygotowałam nawet prezentację z bardzo realistycznie przedstawioną anatomią! *z dumą pokazuje zbiór kartkek A3 i laserowy czujnik*
Ari: To mogłoby mu zniszczyć psychikę...O ile zakładamy, że jakaś psychika mu się ostała... Hmm... A co mi tam, uznaj to za wcześniejszą Gwiazdkę!
Muu: *_* Łiiii!!!!
Wracając do Pszczelej Nalewki. Cholerstwo jest bardzo mocne, jak się wypije choćby odrobinkę bez rozcieńczania wodą, to ujrzenie prawdziwych gwiazd, bezdech trwający kilka sekund i mocna chęć ucieczki przełyku do Timbuktu gwarantowane. Ojciec prawie nie wyzionął ducha jak nalał sobie tego połowę szklanki, naiwnie wierząc, że to taki odpowiednik syropku na kaszel. Trzeba jednak draństwu przyznać - objawy grypy znikają niemalże natychmiastowo. Muszę tylko pokonać ból gardła i mięśniowe męki, a będę należała do szczęśliwego grona zdrowych ludzi.
Muszę jednak przyznać, że nie wiedziałam jaką władzę daje taka grypa żołądkowa. Kiedy informowałam promotora czemu nie będę na seminarium, na samą nazwę choróbska odskoczył ode mnie jak najdalej. Nawet najbliżsi boją się zbliżać, tylko pies podłazi z piłeczką w pysku.
Czemu piszę "promotor" skoro wcześniej pisałam, że mam promotorkę? Nie, nie doszło do błyskawicznej zmiany płci. Po prostu takie akcje jak ta, którą zaraz opiszę to dla mojego uniwerku podobno norma. Pani promotor poszła we wrześniu na emeryturę i naszą grupę przekazano komuś innemu. Nie będę się rozpisywać czemu skoro szła na emeryturę dali jej grupę magisterską lub nie wiem, nie przedłużyli jej o rok, bo już zdążyłam się nabluzgać na ten temat. Moim skromnym zdaniem oddawanie cudzej grupy, której promotorka miała wizję odnośnie tych prac, która miała określoną specjalizację pod którą ludzie próbowali wymyślać swoje tematy to szczyt debilizmu. Nie, chcę pomarudzić na inny temat. Wiedząc, że już z nami w następnym roku nie będzie, nie przeczytała żadnej z nadesłanych prac. O ile osoby, które dla zaliczenia napisały tylko konspekt o czym będzie ich praca, mają to w nosie, to ja nie mam. Napisałam ten przeklęty pierwszy rozdział i nawet nie wiem czy dobrze. Obiecała mi pani, że we wrześniu mi napisze jakie mam poprawki merytoryczne wprowadzić i nie odpisała. Może zapomniała, nie wiem. Nie jestem na nią zła, jest mi po prostu smutno bo się bardzo starałam by zdążyć oddać w terminie. Będę musiała to przekazać nowemu promotorowi i znowu trochę czasu poleci, zanim przeczyta i powie mi co wg niego powinnam poprawić. A ja już do diabła mam pytania odnośnie pisania drugiego rozdziału bo mam z tym problem. Ja chcę to pisać chronologicznie, pierwszy rozdział to było lekkie "streszczenie" XVIII-wiecznego spojrzenia (dokładniej tego z drugiej połowy tego wieku) na postać guwernera i jego relacji z dzieckiem w literaturze, a teraz chciałabym opisać jak to wyglądało na początku XIX wieku, powiedzmy do 1820, po tej dacie autorów mam od cholery i jeszcze trochę, przed - już gorzej. Wszyscy mnie straszą, że pan profesor, który z nami aktualnie ma seminarium nie słynie z pomocy studentom, że uważa ich za skończonych idiotów itd. itd. Mam nadzieję, że to tylko głupie plotki ludzi, którym nie chciało się pracować, ale i tak ziarenko niepokoju zasiane... Za tydzień spróbuję zadać mu kilka pytań, życzcie szczęścia, przez te rzeczy których się nasłuchałam, trochę się boję. Wiem, głupio reaguję, ale taka już jestem. Wierzę, że w tym uniwersum musi być ktoś, kto będzie pełnił rolę przejmującego się. Niestety padło na mnieXD.
Do samego pana nic nie mam, jego wykłady są zawsze prowadzone w ciekawy sposób, widać, że ma poczucie humoru. Na pierwszy rzut oka wydaje się być całkiem sympatyczny.
Dopiero wrzesień, a ja już się zastanawiam co bliskim kupić na święta (tak, te grudniowe). Jeszcze brat ma w październiku urodziny, ojciec imieniny, a matka w listopadzie własne święto narodowe (ha, wywieszacie w ten piękny dzień flagi narodowe i nawet nie wiecie, że czcicie jej przyjście na świat! ^_~). Do tego ostatnio miał swoją premierę najnowszy tomik opowiadań Stephena Kinga, a 3 października w sklepach będzie w twardej okładce z serii "Obrazy grozy" komiks "Joker", który na całym świecie zebrał pozytywne recenzje. Chlip, chce ktoś odkupić nerkę? Sprzedam tanio...
* z oddali słychać szeptaną rozmowę między Muu a Shunem, słychać pojedyńcze słowa takie jak "trawa", "wymiona" i "przekrój"*
Shun: ...MLEKO LECI SKĄD?!? X_x
alira14 2011-09-30 19:35:16
skomentuj (0)
Depresyjny dzień...
...dla uczniów podstawówek, gimnazjum i liceów. Nie ma nic bardziej dołującego jak świadomość, że został tylko jeden dzień byczenia się, a jutro znowu trzeba będzie wrócić do tego złego miejsca, w którym próbują ci wmówić, że wiedza o rodzajach gleby w Polsce będzie miała wielki wpływ na twoją przyszłość. Dołujący, ale nie dla mnie! Muahahaha, jeszcze miesiąc wolności!
Lubię stare seriale, zwłaszcza kryminalne. Kiedy oglądam odcinek z serii "kto zabił" chcę widzieć walkę na intelekty z przestępcą, spryt, kombinatorykę na najwyższym poziomie, a nie magiczny program komputerowy, który potrafi stworzyć idealną symulację ciała zmarłego, dzięki czemu detektywi potrafią odkryć czym ofiara była otruta (ciasteczko dla osoby, która się zorientowała do jakiego modnego, współczesnego serialu piję).=_= Od jakiegoś roku przechodzę fascynację filmami z serii o poruczniku Columbo. Ostatnio dorwałam w swe łapki wszystkie odcinki i oglądam minimum jeden dziennie. Po obejrzeniu 3 sezonów (z 13) dochodzę do wniosku, że Columbo byłby dla mnie idealnym materiałem na męża. Jest wręcz przerażająco inteligentny (jakoś lubię geniuszy), bardzo sympatyczny i grzeczny, lubi psy, sam odpowiada za zakupy do domu, głównie jada na mieście i najważniejsze - nie trzeba mu nic prasować bo nie przeszkadza mu noszenie pogniecionych ubrań. Ideał! No, pali cygara, ale to szczegół. Bardzo lubię postać porucznika Columbo, robi mi się smutno na samą myśl, że w końcu te wszystkie sezony obejrzę i nie będzie żadnego nowego filmu do oglądania. Zresztą, jak można by nie lubić bohatera, który podobno był wzorowany na Porfirze Pietrowiczu ze "Zbrodni i Kary" Dostojewskiego, człowieka który badał sprawę zamordowanej lichwiarki? Buahaha, filologia rosyjska jest wszędzie!
Tak, jestem świadoma, że Peter Falk nie żyje. Z tego co wyczytałam już od kilku lat miał tak zaawansowanego Alzheimera, że własna córka musiała go ubezwłasnowolnić bo nikogo nie rozpoznawał. Przynajmniej już nie cierpi w koszmarze braku pamięci...
3 września wyjeżdzam do Niemiec - kilka godzin pakowania, odkrycia, że wyprasowane ubrania się nie nadają, znowu kilka godzin przymierzania i teraz padam na pyszczek. Jutro trzeba będzie wyprasować nadające się ciuchy i je spakować. Przy odrobinie szczęścia bez żadnych problemów. Znając mnie już po kilku godzinach będzie awaria spowodowana stworzeniem dużej dziury na którejś z koszulek (wspominałam, że należę do grupy Nieprasowaczy? Prasowanie to dla mnie ostateczna ostateczność, przecież pogniecione jest piękne!). Przeraża mnie myśl, że gdzieś tam, może nawet w moim mieście, mieszka sobie jakiś zboczeniec, który nie dość, że prasuje też majtki i skarpetki, to jeszcze to lubi. Brr.
Teoretycznie miałam cały miesiąc na próbę "wykucia" przewodnika po Berlinie i jego mapki (w końcu kupiło się w Empiku wersję idiotoodporną...), ale w praktyce jest tak jak z nauką na egzamin - człowiek odkrywa, że zostały niecałe 2-3 dni i wpada w radosną panikę. Wierzę, że mój idiotoodporny przewodnik po Berlinie nie dopuści bym szukając Bramy Brandenburgskiej zabłądziła w okolicach Chin.
alira14 2011-08-31 23:51:26
skomentuj (0)
Szablon : Alira14
Rysunek: Alira14